🇵🇱 PL   |   🇩🇪 DE   |   🇬🇧 EN

Polka w Tanzanii

Polka w Tanzanii. Historia, która miała trwać dwa tygodnie

Rozsiadłam się w fotelu i zapięłam pas. Na szczęście miejsce obok było puste.

– Tak lepiej – pomyślałam. Wygodniej. A poza tym nigdy nie przepadałam za pasażerskimi pogaduszkami. Sześć godzin lotu to czas tylko dla mnie – na muzykę, na przemyślenia. Nigdy nie nudziłam się sama ze sobą. Może to kwestia przyzwyczajenia.

Mówią, że rozbite lustro oznacza siedem lat nieszczęść. Nie chciałam w to wierzyć, ale gdy patrzę wstecz, nie potrafię znaleźć innego wytłumaczenia. Jak inaczej wyjaśnić tę nagłą, niespodziewaną odmianę losu po latach prawdziwej biedy? Głodnej, chłodnej, wyrywającej sny.

Nie wiem, czy nazwałabym siebie realistką, czy osobą bujającą w obłokach. Pesymistką czy niepoprawną optymistką? Jedno wiem na pewno – mam w sobie coś, co każe mi podnosić się po każdym upadku. Otrzepuję dłonie i kolana i idę dalej.

Czy nasz los jest gdzieś zapisany?

Od zawsze nurtowało mnie jedno pytanie – czy nasz los jest gdzieś zapisany i nie możemy od niego uciec? Jeśli tak, to czy warto walczyć, szarpać się, próbować coś zmienić? Może lepiej po prostu poddać się nurtowi życia i przyjmować to, co przynosi?

Przez pierwsze lata po wyjeździe nie dawało mi to spokoju. Zastanawiałam się, czy mogłam uniknąć wszystkiego, co mnie spotkało, podejmując kiedyś inną decyzję. Analizowałam, rozpamiętywałam, zadręczałam się tym.

Aż w końcu zrozumiałam, że to pytanie nie ma odpowiedzi. Że im dłużej jej szukam, tym bardziej oddalam się od życia.

Nie nazywam siebie podróżniczką

Zauważyłam, że współcześnie ludzie zbyt wielkie znaczenie przywiązują do nazw. Ja jakoś nie mam do tego głowy. Unikam wymyślnego nazewnictwa na zwykłe, proste czynności, działania, zachowania.

Nie nazywam siebie podróżniczką. Po prostu lubię się przemieszczać, bywać w różnych miejscach. Jeszcze nie znalazłam takiego, w którym chciałabym się zestarzeć, więc na razie wszędzie jestem tylko tymczasowo.

Dawno temu wyjechałam z miejsca, które kiedyś nazywałam domem, i od tamtej pory nigdzie nie osiadłam na stałe. Odwiedzam kolejne miasta, kraje i wsie – szukam swojej krainy, choć nie wiem, czy ją znajdę.

Jak zostałam Polką w Tanzanii

Wyjechałam z małą torbą. Miałam jedną parę jeansów, dwie koszulki, bieliznę na zmianę i szczoteczkę do zębów. Nie zabrałam pamiątek, dokumentów, ulubionych książek czy butów, bo przecież to miał być wyjazd tylko na dwa tygodnie.

I tak, przypadkiem, stałam się nomadką.

Teraz mam dziesięć walizek – identycznych, rozrzuconych po różnych miejscach świata. Czasem celowo zostawiałam gdzieś rzeczy, żeby mieć pretekst do powrotu. Zdarzało się, że okazja się nie nadarzyła – i rzeczy diabli wzięli.

Straciłam tak kilka świetnych sukienek i naprawdę dobrych szpilek.

Życie w Tanzanii i ciągłe powroty

Nie umiem planować. Nie lubię żyć według listy. Mogę wstać o szóstej, jeśli sama tego chcę. Ale jeśli budzik zadzwoni i powie, że muszę – wtedy zaczyna się dramat.

Zanim zaczęłam podróżować, byłam naiwna. Pakowałam się i jechałam, nie mając pojęcia, dokąd dokładnie zmierzam. I dopiero potem uczyłam się, jak bardzo pierwsze wrażenie może być mylne.

Z Tanzanią łączyła mnie dziwna zależność. Gdy wyjeżdżałam na dłużej niż trzy miesiące, zaczynałam tęsknić i myślałam tylko o tym, kiedy znów tam wrócę.

A potem, w trakcie lądowania, zastanawiałam się, po co właściwie znowu tu wracam.

Tanzania od środka

Lądowanie w Dar es Salaam zawsze było twarde i nieprzyjemne, nawet w Emirates.

Patrzyłam przez malutkie okna i widziałam stary, zapomniany pojazd straży pożarnej na lotnisku, pojedyncze palmy wyrastające wśród pordzewiałych dachów budynków.

I wtedy zawsze przechodziło mi przez głowę to samo:

Po co ja tu wracam?

Dziś, po ponad piętnastu latach związanych z Tanzanią, nadal nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem.

Może właśnie dlatego wciąż tu jestem.


Ta historia miała trwać dwa tygodnie.

Minęło ponad piętnaście lat, a ja nadal wracam do Tanzanii.

Przez ten czas były kopalnie diamentów, safari, afrykańskie drogi, lotniska, porażki, sukcesy i ludzie, których nigdy nie spotkałabym, gdybym wtedy została w domu.

Na blogu będę opowiadać o tych wszystkich miejscach, podróżach i przypadkach, które krok po kroku doprowadziły mnie tam, gdzie jestem dzisiaj.

Bo czasem jedna decyzja potrafi zmienić całe życie.

We are using cookies to give you the best experience. You can find out more about which cookies we are using or switch them off in privacy settings.
AcceptPrivacy Settings

GDPR

  • cookies

cookies

This website uses cookies to ensure you get the best experience on our website. By continuing to browse, you consent to our use of cookies.

Proceed Booking